Jednym z pierwszych zwiastunów nadchodzącej rebelii był dzień 29 czerwca 1831, kiedy to zrewoltowany tłum usiłował zlinczować generała Józefa Hurtiga, podejrzewanego o spiski antypolskie. Zdecydowana postawa członków Gwardii Narodowej uchroniła wówczas generała przed śmiercią z rąk wzburzonego tłumu, nie mogła jednak rozładować napiętej atmosfery w stolicy („Niespokojność publiczna dochodziła do najwyższego stopnia”). Sygnały zbliżającego się wybuchu społecznego były konsekwentnie ignorowane przez członków Rządu Narodowego – zbyt słabego nie tylko, by powstrzymać pochód Rosjan na Warszawę, ale także by utrzymać i zabezpieczyć spokojność publiczną w mieście. Ferment rewolucyjny szerzył się także wśród oficerów „bez przydziału”, rozgoryczonych brakiem możliwości powrotu do wojska (było ich w Warszawie około 1300).
Nastrojom społecznym nie sprzyjała nominacja na wodza naczelnego wojsk polskich generała Henryka Dembińskiego, powszechnie uważanego za kontynuatora „systematu” generała Jana Skrzyneckiego.