Niecały miesiąc później, 5 sierpnia lądował na brzuchu. Maszynę wyremontowano, poddając je przy okazji niewielkim modyfikacjom. Z braku płótna do pokrycia tylnej części kadłuba pokryto go sklejką, co zwiększyło masę samolotu o 100 kg. Zmodyfikowano chłodzenie silnika, grzejącego się nadmiernie podczas startów i lądowań. Na tylnej części kołpaka zamontowano dodatkowe, niewielkie łopatki z blachy, wymuszając w ten sposób dodatkowy napływ powietrza pod osłonę silnika. To proste rozwiązanie okazało się na tyle skuteczne, że zastosowano je na kolejnych samolotach. Remont zakończono w październiku, a w listopadzie 1943 roku samolot powrócił do prób w powietrzu. Nie na długo, gdyż 19 listopada, podczas lotu nurkowego, przy prędkości rzędu 850 km/h odpadły skrzydła maszyn i usterzenie, niesterowny kadłub runął na ziemię grzebiąc w swoich szczątkach pilota. Efektem katastrofy było zredukowanie maksymalnej prędkości lotu, jaki Myrsky mógł osiągać podczas nurkowania, do 600 km/h. MY-4 swoje próby przechodził pomyślnie. Maszyna posłużyła głównie do testów uzbrojenia strzeleckiego, które odbywały się bez problemów. Podjęto zatem decyzję o przekazaniu MY-4 do jednostki operacyjnej w celu przeprowadzenia dalszych badań.