Jednocześnie próbowano znaleźć sposób spacyfikowania strajku i gromadzono siły: ściągnięto oddziały ZOMO z Częstochowy, Kalisza, Piotrkowa Trybunalskiego, Radomia i Starachowic – łącznie 290 funkcjonariuszy. Sprowadzono 8. Samodzielny Batalion KBW, wzmocniony żołnierzami z brygad i pułków KBW, które stacjonowały w Górze Kalwarii, Katowicach, Kielcach i Łowiczu. Do Łodzi przyjechało łącznie 1672 żołnierzy. Razem z siłami łódzkimi władza dysponowała 3377 milicjantami i żołnierzami (nie licząc funkcjonariuszy SB). Oprócz tego w gotowości była tzw. milicja robotnicza. W tym samym czasie na terenie zajezdni przy ul. Dąbrowskiego nastąpiła nieudana próba przerwania strajku. 55 funkcjonariuszy MO chciało umożliwić wyjazd kilkunastu tramwajom obsługiwanym przez aktyw PZPR. Milicja użyła gazów łzawiących, a strajkujący kamieni. Następnego dnia (13 sierpnia) tramwajarze, którzy należeli do PZPR oraz związku zawodowego pracowników komunalnych potępili strajk, zapowiedzieli przystąpienie do pracy, a w odezwie „Do tramwajarzy łódzkich” napisali, że strajk jest atakiem na władzę ludową i nie ma podłoża ekonomicznego. Atmosferę niechęci do strajkujących podsycały również media. Przekonywano, że tramwajarze protestują wyłącznie przeciwko władzy, a nie z powodu dramatycznych warunków bytowych i pracowniczych.