Zostaje zaproszony przez znajomą, światową damę, która ma kłopot. Syn intendentki źle się prowadzi, sporo pije. Chciałaby go ustatkować, wydając za wychowankę ogrodnika, Assuntę. Poeta ostro występuje przeciw nagradzaniu złego prowadzenia się ślubem. Oświadcza, że sam może zastrzeli nieznośnego syna intendentki i w nagrodę weźmie żonę. Dama jest oburzona i rzuca w poetę chusteczką. Wtem zjawia się przed nim zakonnik z wiadomością, że ogrodnik kona. Umierający powierza poecie swój pogrzeb i dziewczynę. Assunta wznosi oczy ku niebu.
Poeta zwraca uwagę, że dumna ze swego rozumu ludzkość nie wytworzyła stylu w sztuce, w której jej postacie patrzą w niebo. Próbował ukoić żal Assunty po śmierci opiekuna, a ona wznosiła w niebo oczy pełne łez, które mówiły: zabierz mnie Panie. Zakochani, poeta i dziewczyna, byli potem nad Eufratem i u piramid, w dziewiczym Betlejem, rwali fiołki pod Partenonem, byli w mieście Julii i nad Dunajem smutno-Owidowym. Świat stał się dla nich za mały. Raz przyszła do niego rozczochrana, pytając wzrokiem czy mu się podoba, innym razem mówiła spojrzeniem, że czuje się jak garstka piasku. Jeszcze kiedy indziej opryskała go rozlewanym winem, jak na weselu w Kanie.