Śledztwo było prowadzone przez przybyłych z Radomia esesmanów, którym w charakterze tłumaczy towarzyszyli członkowie miejscowego Selbstschutzu.

Przebieg akcji eksterminacyjnej 11 lutego w jednym z pomieszczeń szkoły zaczął urzędować tzw. sąd policyjny, złożony z trzech oficerów SS. Prowadzone przed nim postępowanie stanowiło parodię wymiaru sprawiedliwości, gdyż żaden z „procesów” nie trwał dłużej niż 15 minut. Aresztowanych Polaków doprowadzano pojedynczo do sali, w której obradował „sąd”. Na miejscu nie przedstawiano więźniom żadnych zarzutów – pytano jedynie o nazwisko oraz przyznanie się do winy. Następnie – bez względu na odpowiedź więźnia – „sąd” ogłaszał wyrok śmierci, po czym skazańca wyprowadzano.

Począwszy od świtu 12 lutego skazańcy byli wywożeni na egzekucję. Na miejsce kaźni Niemcy wybrali podmiejski lasek Bór, położony nieopodal drogi prowadzącej do BliżynaOkoło 300 metrów od obecnych granic miasta.. Skazańców grupami po 5-10 osób ładowano do samochodów ciężarowych, które krążąc na zmianę odjeżdżały sprzed szkoły średnio co 15-20 minut. Przy ładowaniu na ciężarówki ofiary nierzadko były bite i brutalnie poszturchiwane. W lesie skazańców rozstrzeliwano nad wykopanymi uprzednio dołami. Egzekucje trwały od świtu do zmierzchu, łącznie przez trzy dni.