Zarzucono mu także, że posługuje się pieczątkami sekty dla wystawiania fałszywych dokumentów zbiegom z ZSRR, że chroni niemieckich agentów i pomaga im w ukrywaniu się przed władzami bezpieczeństwa. 25 kwietnia 1951 roku w raporcie do szefa Oddziału VII Głównego Zarządu Informacji MON napisano, że dotychczasowe śledztwo nie ujawniło działalności wywiadowczej, a rewizja nie dała konkretnych rezultatów. O Maksymowicza pytano inne osoby aresztowane w wyniku akcji „B”. Najbardziej obciążających informacji udzielił Stanisław Krakiewicz, który zarzucił Maksymowiczowi prowadzenie antyradzieckiej działalności.

Skazany został na dwa lata do obozu pracy. Na mocy amnestii z 20 listopada 1952 roku kara została zmniejszona o połowę. Po wyjściu na wolność nie ufano mu, zarzucano mu naganną postawę, nielegalne posiadanie zakazanych broszur. W sumie pozbawiony był wolności przez okres dwóch lat i siedmiu miesięcy. Po wyjściu na wolność władze w dalszym ciągu nie darzyły go zaufaniem, zarzucały mu naganną postawę podczas wyborów do Rad Narodowych. Według notatek funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa z lat 1955-1956 miał wywoływać zamieszanie i niezadowolenie, trwać w komitywie z miejscowymi „kułakami”.