Choć US Navy straciła w czasie wojny około 700 statków i okrętów, McVay był jedynym dowódcą, którego sądzono za stratę jednostki. W ogólnym odczuciu stał się kozłem ofiarnym i chociaż w roku 1949, po przejściu na emeryturę, otrzymał awans na kontradmirała, oskarżenie było równoznaczne z końcem jego kariery.

Do procesu doszło wskutek silnych nacisków ze strony ówczesnego Szefa Operacji Morskich admirała floty Ernesta Kinga, którego kadencja zakończyła się w grudniu 1945 r., a ułaskawienie nastąpiło, gdy na to stanowisko został powołany admirał floty Chester Nimitz. Ojciec komandora McVaya emerytowany admirał Charles B. McVay Jr. do końca życia twierdził, że podstawowym motywem działania Kinga tutaj była chęć zemsty na nim za pośrednictwem jego syna. W początkach swej kariery morskiej Ernest King służył na okręcie, na którym Charles B. McVay Jr. był zastępcą dowódcy odpowiedzialnym także za nakładanie kar dyscyplinarnych na członków załogi. Podczas postoju w porcie McVay senior przyłapał Kinga na próbie przemycenia na okręt prostytutki i ukarał go naganą.