Terleckiego znalazły żywy odzew wśród greckokatolickiego duchowieństwa oraz świeckiej inteligencji ruskiej, wpisując się w entuzjazm narodowy w społeczności Rusinów galicyjskich.

Zdaniem Włodzimierza Osadczego ruch obrzędowy przybrał masowe rozmiary. Powszechnym zjawiskiem stało się usuwanie z cerkwi elementów uznanych za przejawy latynizacji, przy czym poszczególni duchowni, działając na własną rękę, nie zdołali wypracować jednego wzorca liturgicznego. Powstałe zamieszanie, wynikłe z braku koordynacji, doprowadziło do uznania za właściwy wzorzec praktyk Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego (chociaż oficjalnie obrzędowcy twierdzili, że dążą do "niezmiennej tradycji greckiej"). Na grunt galicyjski wprowadzano tradycje rosyjskie podpatrzone np. w nieodległej od granicy austriacko-rosyjskiej Ławrze Poczajowskiej. Wiele z tych elementów raziło greckokatolickich wiernych.