niektórzy przenosili się tak nawet kilkukrotnie w ciągu jednego dnia. Dopiero w poniedziałek wieczorem uświadomiono sobie, że sytuacja jest znacznie bardziej poważna, niż pierwotnie zakładano, co doprowadziło do paniki, a przy bramach miejskich stłoczyły się tłumy ludzi szukających ucieczki, niosących swój dobytek i ciągnących na zaprzęgniętych w konie powozach i wózkach.

Decydującym czynnikiem uniemożliwiającym strażakom skuteczne działanie była wąskość ulic. W normalnych warunkach stłoczone na nich wozy i ludzie prowadzili do powstawania zatorów i wypadków; podczas pożaru mieszkańcy uciekali w przeciwnym do niego kierunku, utrudniając gaśniczym dostanie się w zagrożone obszary, a kiedy ulice zaczęli zastawiać żołnierze, żeby oczyścić je dla strażaków, wśród uwięzionych londyńczyków narosła jeszcze większa panika.