Łącznie przelot z Nowego Jorku do Warszawy trwał cztery doby i jedenaście godzin.
W Warszawie bracia zostali powitani jako bohaterowie i podejmowani przez władze państwowe, w tym premiera Kozłowskiego oraz uhonorowani odznaczeniami. Otrzymali Złotą Odznakę Honorową Ligi Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej, a także honorowe odznaki pilotów wojskowych. Ich wyczyn szczególnie mocno wpływał na emocje przez fakt, że obaj bracia byli, jak to określano w publikacjach z tego okresu, zwykłymi „zjadaczami chleba”, dwoma starszymi panami o pewnej skłonności do łysiny, o nieprzeciętnej tuszy i jowialnym wyglądzie businessmanów z działu gastronomicznego. W istocie, ich wyczyn, przy jedynie amatorskim doświadczeniu w pilotażu, był wysoce śmiały i ryzykowny i udał się, jak to sami bracia przyznawali, dzięki dużej dozie szczęścia. Byli drugimi Polakami, którzy przelecieli nad Atlantykiem, po Stanisławie Skarżyńskim (maj 1933), lecz pierwszymi, którzy przelecieli nad północnym Atlantykiem.
Po zakończeniu uroczystości na ich cześć, bracia sprzedali samolot Lidze Obrony Przeciwlotniczej i Przeciwgazowej i powrócili statkiem do USA.