Początkowo bracia lecieli we w miarę dobrych warunkach, na wysokości 3000 m, lecz po sześciu godzinach nad oceanem, temperatura spadła i samolot uległ oblodzeniu, tracąc manewrowość i obniżając pułap na ok. 1200 m. Na mniejszej wysokości, w cieplejszym otoczeniu, Bolesław odzyskał panowanie nad samolotem. Charakterystyczny był fakt, że Józef, prowadzący dziennik pokładowy po angielsku, po uwagach: ice.. ice.. (lód), niespodziewanie wpisał: Boże zletujse nad namiW. Sobol, Lotnicy.... Lecąc dalej, bracia napotkali złą pogodę: burzę z gęstymi chmurami o niskiej podstawie, deszczem i porywistym wiatrem. Po kilku godzinach w burzy, braciom udało się wylecieć ponad chmury, na wysokość ok. 4000 m. Wówczas, po 11 godzinach lotu bracia odkryli, że z jednego ze zbiorników wycieka paliwo. Na szczęście, dzięki awaryjnemu zapasowi, który przepompowali do zbiorników głównych, starczyło im paliwa na dalszy lot. Rankiem 30 czerwca po około 20 godzinach lotu ujrzeli brzeg Europy, lecz nie wiedzieli, gdzie dokładnie się znajdują. Ponieważ nadciągnęły chmury i mgła, bracia przez dalsze trzy godziny lecieli na wschód, bez widoczności ziemi, po czym zawrócili i przez godzinę lecieli w przeciwnym kierunku.