odciął się od niego sam autor scenariusza, a reżyser spotkał się z olbrzymią nagonką prasową. Jedynie dzięki wstawiennictwu Tadeusza Konwickiego, Jerzego Kawalerowicza oraz ministra kultury Tadeusza Zaorskiego nie został pozbawiony prawa do wykonywania zawodu.
Aby wrócić do łask krytyków, nakręcił film Ludzie z pociągu (1961) według opowiadania Mariana Brandysa, bliższy w swojej poetyce Krzyżowi Walecznych. Kolejna opowieść o II wojnie światowej, utrzymana w poetyce realistycznej, ukazywała losy osób oczekujących na przybycie pociągu. Ich spokój zburzyła nagła obława Niemców, którzy grozili niedoszłym pasażerom egzekucją pod zarzutem kradzieży pistoletu maszynowego pijanemu członkowi ich oddziału. Film Ludzie z pociągu spotkał się z bardzo pozytywnym odbiorem dzięki brawurowej inscenizacji, która – zdaniem Konrada Eberhardta – spowodowała, że opowiadanie zamieniło się „w serię kapitalnych epizodów”. Film nagrodzony został Srebrnym Żaglem na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Locarno. Sukcesu nie osiągnęły natomiast Tarpany (1962);