Philip Sheridan, generał z okresu wojny secesyjnej, a w owym czasie mieszkaniec Chicago, starał się koordynować pomoc wojskową dla miasta. Burmistrz, by zapobiec histerii, wprowadził w mieście stan wyjątkowy i wydał proklamację czyniącą Sheridana odpowiedzialnym za jego wdrożenie i wykonanie. Jednakże w związku z tym, że nie doszło do większych zaburzeń, stan wyjątkowy został zniesiony już po kilku dniach. Mury rezydencji Sheridana ocalały, ale wszystkie posiadane przezeń dokumenty i przedmioty osobiste uległy zniszczeniuMorris, ss.335–38.

Ogień ostatecznie wypalił się samoistnie, co miało związek ze zmniejszeniem się siły wiatru i lekkim deszczem, który zaczął padać w poniedziałek wieczorem. Od miejsca, w którym najprawdopodobniej wybuchł, wypalił i kompletnie zniszczył około 34% bloków miejskich, aż do ulicy Fullerton na północy.

Po pożarze Ogień wprawdzie wygasł, ale tlące się zgliszcza były – jeszcze przez wiele dni – zbyt gorące by można było zacząć oceniać straty. Obliczono wstępnie, że pożar strawił wszystko w pasie o długości sześciu i szerokości (średnio) jednego kilometra, obejmując obszar ośmiu kilometrów kwadratowych.