i po kilku sekundach już nas kryją przyjazne gałęzie sosen.“ Po latach, Roman Rodziewicz spotykając się ze mną dopowiedział: „Mirku, czy ty rozumiesz, jaką to było dla mnie miła niespodzianką? To, co zrobił Twój ojciec, to było bohaterstwo połączone z szaleństwem, albo jeszcze coś więcej, to była odwaga, na jaką było stać tylko „Lisa”. Z takim przypadkiem poświęcenia życia dla żołnierza już więcej się nie spotkałem. Będę mu to pamiętał do końca życia. Jego odwaga i męstwo oraz pogarda dla swego życia, to jakby osobista zawziętość i chęć pomsty za krzywdy i okrucieństwa na jego rodzinie i bliskich.” (we wrześniu 1939 w Parzymiechach hitlerowcy spalili żywcem w stodole rodzinę Stanisława Głowacza, jego brata).

Po śmierci Hubala, na ostatnim spotkaniu 25 czerwca 1940 we wsi Dąbrowy pow. włoszczowskiego resztek Oddziału Wydzielonego WP, „Lis”, jako jedyny oznajmił wszystkim, że nie zaprzestanie walki. Czcząc pamięć i zdolności dowódcze majora Hubala oraz podkreślając oddanie i wzajemne zrozumienie oraz przyjaźń, w rok po śmierci Hubala, Franciszek Głowacz „Lis” nadał swojemu synowi narodzonemu 7 lutego 1941 imiona: Jan Henryk Hubal Głowacz.