Od tego czasu, przez okres pół roku „Lis” aktywnie uczestniczył we wszystkich potyczkach i bitwach Oddziału Wydzielonego Wojska Polskiego mjr. Hubala z Niemcami oraz bardzo często wraz z Romualdem Rodziewiczem „Romanem” brał udział w akcjach specjalnych. Za odwagę wykazaną podczas boju pod Huciskiem został awansowany do stopnia plutonowego. Największym aktem odwagi i przyjaźni żołnierskiej „Lisa” była jego akcja w czasie szarży oddziału przez obstawioną szosę na trasie Samsonów – Odrowąż. Romuald Rodziewicz „Roman” tak to później opisał: „Kiedy to już większość naszych koni pod obstrzałem niemieckim z broni maszynowej przeskoczyła szosę, koń mój wpadł do rowu, przewrócił się, lecz powstał i pobiegł za innymi. Ja zostałem sam na ziemi i wołam: poczekajcie! Chciałem dosiąść do któregoś z jeźdźców, lecz nikt nie zatrzymał się, bo tak wszystkim było śpieszno by uciec przed śmiercią. Zaraz też wyjmuję pistolet i kieruję do swej skroni, by szwaby nie wzięli mnie żywym. Nagle jeden z naszych jeźdźców zawraca. Niemcy padają do rowów, nie strzelają. Patrzę, a to „Lis” podjeżdża do mnie, odstawia mi stopę buta, szybko wskakuję po niej na jego konia, „Lis” rzuca granatem w prawo, krzyczy: rzuć w lewo...