Bitwa Armię krzyżowców ogarnęło przerażenie – szeregi tureckich jeźdźców wydawały się niezmierzone, a ich wycie i okrzyki bojowe wzbudzały popłoch. Wzbierającą panikę opanowali Boemund i Robert, którzy natychmiast wysłali prośbę o pomoc do drugiej armii oraz nakazali rozbić prowizoryczny obóz, w którym mogły się schronić osoby cywilne towarzyszące wojsku. Wokół niego ustawili w zwartym szyku żołnierzy, którzy natychmiast stali się przedmiotem ataku Turków, stosujących swoją zwykłą taktykę krążenia wokół nieprzyjacielskiej armii i stopniowego zacieśniania pierścienia wokół niej, przy jednoczesnym wypuszczaniu na przeciwnika tysięcy strzał.
Krzyżowcy byli przerażeni – nie znali takiego sposobu walki, dążyli do bezpośredniego zwarcia, przed którym tureccy jeźdźcy się uchylali. Zdumiewała ich także sprawność, z jaką Turcy wypuszczali strzały w pełnym biegu, nawet w odwrocie, jak i zasięg ich broni. Wydaje się, że zwarty szyk krzyżowców, uniemożliwiający Turkom rozbicie przeciwnika, nie załamał się jedynie z powodu osobistej odwagi Boemunda i Roberta, których wytrwałość stanowiła przykład dla szeregowych żołnierzy.