Pochwały zyskało również udźwiękowienie („głosy brzmią na ogół wyraźnie i poprawnie”) i strona muzyczno-wokalna. Uwagi kierowano pod adresem scenariusza, albowiem sceny nie zawsze były ze sobą ściśle powiązane.

Recenzent „5-tej Rano” nie wydał jednoznacznie pozytywnej ani negatywnej oceny. Jego zdaniem 100 metrów miłości to sfilmowana i udźwiękowiona seria skeczów i monologów, która znalazła uznanie w oczach publiczności. Stefania Zahorska, związana z „Wiadomościami Literackimi”, nie podzielała zachwytów widzów. W dosadny sposób napisała: „Ostatecznie jest to pierwsza polska komedja sportowa, i słyszałam wyraźnie śmiechy na widowni. Było to nawet usprawiedliwione w momentach, kiedy Dymsza wypinał dolną połowę swego ciała w klasyczny już dzisiaj łuk, a Zula drapała się w podobne miejsce również monumentalnie. Tom też był dobry. Bywały także epizody smutne, kiedy np. jakiś aktor wygłaszał z ekranu słowa: «Ach to wspaniale, oszaleję z radości». Kropka. Tak mówią i patrzą otruci arszenikiem nieboszczycy, po ekshumacji”.