Późne przybycie na pole bitwy gen. Denisowa było decydujące dla losów bitwy. Spowodowane ono było między innymi stratą czasu na przesłuchanie jeńca, od którego dowiedział się, że Tormasow ma do czynienia ze strażą przednią Kościuszki. Spowodowało to, że zasilił go jedynie kombinowanym batalionem grenadierów, a sam po zjedzeniu posiłku ruszył zgodnie ze starym planem. W Proszowicach jednak okazało się, że Polacy wyszli z Koniuszy o świcie i Denisow forsownym marszem ruszył za nimi. Marsz ten utrudniał dodatkowo rozmiękły po deszczach grunt, co spowodowało dodatkowe trudności.

Kościuszko po zapadnięciu nocy został na kilka godzin na pobojowisku dla podkreślenia faktu zwycięstwa oraz dla zebrania i uporządkowania swoich sił. Jednak obawiając się powrotu Denisowa wycofał się przez Zielenice do Słomnik. Tu 5 kwietnia zredagował Raport od Narodu, tu też rozdał pierwsze awanse. W dniach 6–24 kwietnia wojsko Kościuszki rozbiło obóz pod Bosutowem, gdzie odnotowano w piechocie 71 awansów, w kawalerii 63, w artylerii 7, co tłumaczyć trzeba także koniecznością obsadzenia stanowisk oficerskich w nowo tworzonych oddziałach.