Nasrallah stwierdził, że Izrael złamał obietnicę zwolnienia tych więźniów, a jedynym rozwiązaniem jest walka zbrojna z państwem żydowskim.
Izraelski premier Ehud Olmert określił porwanie żołnierzy IDF jako akt wojny dokonany przez Liban, stwierdzając, że Liban poniesie konsekwencje swoich akcji. Obiecał także bardzo bolesną i daleko posuniętą odpowiedź. Izrael oskarżył rząd libański o porwanie żołnierzy, wskazując na to, że wypad Hezbollahu został przeprowadzony z terytorium tego państwa, a sama organizacja ma dwóch ministrów w rządzie Libanu. Premier Libanu Fouad Siniora odrzucił te oskarżenia, mówiąc, że nie posiadał jakiejkolwiek wiedzy o akcji Hezbollahu.
Siły Obrony Izraela zaatakowały cele w Libanie przy pomocy artylerii i bombardowań lotniczych kilka godzin przed posiedzeniem rady ministrów tego państwa, zorganizowanego w celu przedyskutowania sposobu odpowiedzi na akcję Hezbollahu. Lotnictwo zbombardowało kilka celów – mostów i dróg oraz lotnisko w Bejrucie. Zginęło 44 cywilów. Nieco później rada ministrów zadecydowała o upoważnieniu premiera, ministra obrony i ich zastępców do wykonania zaproponowanego planu działań zbrojnych przeciwko Libanowi. Rozpoczęła się izraelska ofensywa w południowym Libanie.