Tak trwa prometejski sen.
Jeśli odrąbiesz greckiemu posągowi ręce, nogi i głowę, nadal pozostanie uduchowiony. I tak właśnie mówca widzi przyszłą sztukę Polski, jak chorągiew na prac ludzkich wieży, / Nie jak zabawkę ani jak naukę, / Lecz jak najwyższe z rzemiosł apostoła / I jak najniższą modlitwę anioła. Pomiędzy tym będzie się oczyszczać i wysubtelniać praca, coraz lżejsza dzięki miłości, aż się dokona trud trudów. Na tym Bogumił skończył. Jedni uznali jego mowę za śliczną inni za ekscentryczną, jeszcze inni radzili napisać na ten temat grube dzieło, które by wyszło w Lipsku po trzech latach.
Wiesław Wiesław zagaja: opinia jest ostatnim promieniem proroctwa i wstrząśniętym sumieniem ludzkości. Konstanty odsądza go od mistyków lub idealistycznych filozofów. Generał jazdy uważa ten pogląd za urojenie, a mąż stanu za odę do czynu. Wiesław oponuje, nawet jeśli mistycyzm jest urojeniem, skąd ten opór przed sumieniem, które jest może najdoskonalszym urzeczywistnieniem prawdy. Dalej pyta generała czy siła, która by złamała karabinierów konnych jest byle czym. Generał odpowiada, ze chętnie, by dowodził takim żołnierzem, a ktoś inny dodaje, że chętnie by go ubierał. Wszyscy wybuchają śmiechem i temat się urywa. Następuje chwila milczenia.