Pieśń polska przeszła już swe najciemniejsze miejsca, jej dźwięki polonezem przeszły przez Europę. Cóż stąd, kiedy jej formy zawsze są podobne do obcych. Zakochany chciałby widzieć choć cień ukochanej postaci, więc mu smutno, że wszystkie polskie chaty są krzywe, a figury świętych – bez wyrazu. Niejeden szlachcic widział Wenus z Milo, a zapomina, budując spichlerz, że użyteczne musi być jednocześnie piękne. Miłość jest odważna i nie boi się, że przyjdzie jej cierpieć, natomiast wszelka Miłość bez wcielenia jest tylko upiorem.
O tym że Grecja była kochana świadczy naśladowanie jej kolumn, poezji i filozofii, o umiłowaniu Rzymu świadczą: prawo, łacina, idea cesarstwa i słowo Roma, które odwraca się w Amor. Kto kocha temu nie wystarczy obcowanie z widmami, chce wcielenia w czyn albo dziecię. Gdybyż można było zobaczyć choć jedną małą kaplicę, która by tłumaczyła polskiego ducha, można by dotrzeć do miłości, która ją stworzyła. Izrael miał godzinę wielkości, gdy wierzył, ale się tej wierze sprzeniewierzył nie chcąc uznać Mesjasza w dziecku. Mówca drży czy Polakom wystarczy wiary. I idzie, sierota, pomiędzy ludzi duchowych, których duchowość jest pusta, a którzy zarzucają mu, że jest rzemieślnikiem i pomiędzy świeckich, którzy mają go za mistyka.