Bogumił wzywa męża odwiecznego, więc wolnego od namiętności, Prometeja z młotem, aby mu powiedział, czym jest piękno. Kształtem jest miłości, odpowiada tytan. Człowiek może ją zobaczyć w Bogu i w sobie, ukształtowanym na obraz Stwórcy. Gdyby ten ślad piękna zachował w sobie i rzekł granitowi: żyj jak ja żyłem, może by kamień obudzony przetarł powieki. Jeden by tego dokonywał z kamieniem, inny z farbami, jeszcze inny z pieśnią. I szłaby ta wspólna pieśń w niebo.

W ziemię natomiast przelewa się ona poprzez pracę. Bogumił ponownie pyta Prometeja, tym razem o pracę. Prometeusz, podnosząc się z ziemi odpowiada, że jak piękno jest profilem Bożym, utraconym przez grzech w nas profilu cieniach, tak praca jest tej zguby szukaniem. Gdyby piękno było tym co się nam podoba, to i jego towarzysz Dobro stałoby się samolubnym, a wtedy Ziemia okazałaby się za ciasna dla ludzi. Tymczasem jest wręcz przeciwnie. Piękno nie ma stać pod korcem, bo piękno na to jest, by zachwycało do pracy – praca, by się zmartwychwstało. Dlatego to właśnie chłop z rękami brązowymi najlepszym jest poetą, a Cezar dyktujący z konia, najlepszym historykiem. Pieśń i praktyczność stanowią jedno jak mąż i żona. Kto je rozdzieli, zepsuje.