Ruch Prusaków oznaczał, iż plan ataku na nich przedstawiony przez Soubise’a spalił na panewce, zanim jeszcze zaczął być realizowany. Armia sprzymierzonych zwijała obóz ponad trzy godziny i nie mieściło się im w głowie, że armia Fryderyka mogła tego dokonać w 6 razy krótszym czasie. Wydawało się oczywistym, że Prusacy nie rozwiną się do walki na równinie pod Rossbach i Nahlendorf. left|thumb|240px|Schemat bitwy Fryderyk nie miał zamiaru rozwijania swych sił równolegle do linii nieprzyjaciela, ale również nie miał zamiaru wycofywać się. Ponieważ jego armia poruszała się dwukrotnie szybciej niż wróg, zamierzał obejść go, osłaniany przez wzgórza Janus i Pölzen, i spaść na niego nagle od wschodu. Jeżeli do momentu kontaktu armia francusko-cesarska zdążyłaby już uformować linię frontem na północ, uderzenie spadłoby na jej prawą flankę. Jeżeli byłaby wciąż w kolumnach, w marszu na wschód albo północny wschód, czoło jej kolumn zostałoby zniszczone zanim reszta zdołałaby się rozwinąć na nowym kierunku (rozwinięcie szyku w tamtych czasach było skomplikowaną i długotrwałą operacją). W tym celu generał von Seydlitz, z każdym dostępnym szwadronem kawalerii, pośpieszył w kierunku wschodnim, za wzgórze Janus – na Pölzen.