Ostateczny kształt nagrań wynikał z konsekwentnego upraszczania aranżacji. Jak wspominał Wojciech Balczun, zespół świadomie rezygnował z kolejnych partii gitarowych, aby wyeksponować sekcję rytmiczną i partię wokalną. Kierunek ten pozostawał zgodny z radą Sevena Webstera, który przekonywał, że melodia powinna zachować czytelność nawet po maksymalnym ograniczeniu instrumentacji. Jak wspominał Balczun, agent ujmował tę zasadę następująco: Wojtek, na samym końcu jak odchudzisz utwór z tych potężnych gitar, chodzi o to, by np. listonosz mógł zagwizdać melodię z piosenki.

Zmiana sposobu aranżowania utworów szczególnie wyraźnie wyeksponowała partię basu Błażeja Chochorowskiego. Jak podkreślał Wojciech Balczun, w kilku nagraniach instrument ten świadomie wysunięto na pierwszy plan. Łukasz Drapała oceniał, że dopiero na tym albumie bas zabrzmiał zgodnie z pierwotnymi założeniami zespołu. Równie wysoko ocenili go recenzenci: jeden z nich nazwał Chochorowskiego nowym królem rytmu w hard rocku, inny określił go mianem muzyka wybitnego. Krytycy zwracali zarazem uwagę na przejrzystość brzmienia, w którym żaden z instrumentów ani partia wokalna nie dominują nad pozostałymi.