Rokicki doprowadził procesję do końca, a pogłoski o rzekomej prowokacji dotarły do niego dopiero po jej zakończeniu. W tygodniowym sprawozdaniu wydziału bezpieczeństwa publicznego Urzędu Wojewódzkiego we Lwowie, datowanym na 8 czerwca, odnotowano, że o ile policja ustaliła, iż uczennice zachowały się „zbyt hałaśliwie”, o tyle twierdzenia o celowym zakłóceniu procesji uznać należy za „wymysł kobiet z ludu na podkładzie fanatyzmu religijnego”.

Obóz narodowy starał się w tym czasie budować wizerunek rzecznika i obrońcy interesów katolików – rzekomo zaniedbywanych przez rządzącą sanację. Lwowski incydent endecja wykorzystała do sprowokowania zajść antysemickich, licząc, że odzyska w ten sposób polityczną inicjatywę utraconą po zamachu majowym.

Liderzy lwowskiej społeczności żydowskiej zdawali sobie sprawę z zagrożenia. Przebywający za granicą Leon Reich został w trybie pilnym wezwany do powrotu do Lwowa. Pod jego nieobecność dwaj inni prominentni członkowie żydowskiej społeczności: Maurycy Maksymilian Leser i Henryk Rosmarin, uznali, że sprawę należy chwilowo wyciszyć. Udało im się przekonać redaktorów gazet żydowskich, prosanacyjnych i lewicowych, by do czasu zakończenia policyjnego dochodzenia nie publikowali artykułów na temat incydentu.