W rezultacie kilkanaście osób idących na końcu procesji, przeważnie kobiet, wdarło się do budynku i obrzuciło obelgami nauczycielki i uczennice. Po zakończeniu procesji pod budynkiem zebrał się tłum, eskalacji zapobiegła jednak interwencja policji.

Zgromadzeni zarzucili uczennicom, że rozmyślnie zakłóciły przebieg procesji, opluwając, obrzucając kamieniami i oblewając wodą jej uczestników. Główną oskarżycielką była jedna z mieszkanek sąsiedniej posesji, pozostająca w konflikcie z władzami gimnazjum. Obecny na miejscu funkcjonariusz policji sporządził raport, w którym przychylił się do wersji oskarżycieli, uznając za dowód jej prawdziwości obite ściany i brak tynku na podłodze gimnazjum.

Komendant Policji Państwowej we Lwowie, nadkomisarz Aleksander Reszczyński, zarządził szczegółowe dochodzenie. Obaliło ono zarzut, jakoby żydowskie uczennice dopuściły się rozmyślnej obrazy uczuć religijnych katolików. Ustalono, że w czasie gdy procesja przechodziła pod oknami gimnazjum, trwała tam przerwa międzylekcyjna, czym tłumaczyć można głośne rozmowy i śpiewy. W dodatku pod jedną z uczennic, która obserwowała procesję z okien drugiego piętra, złamało się krzesło, co spowodowało niespodziewany hałas. O tym, iż incydent nie miał poważnego charakteru, świadczył także fakt, że ks.