W tym czasie wikarym w parafii Trójcy Przenajświętszej w Tykocinie był pochodzący z Krasowa-Częstek ks. Józef Kaczyński. Utrzymywał on przyjazne relacje z dowódcą miejscowego Gendarmerie Abteilung, porucznikiem Philippem Schweigerem, który wraz z żoną zajmował mieszkanie na parafialnej plebanii. Trzy dni po potyczce oficer poinformował duchownego, że uczestniczył w naradzie w Białymstoku, podczas której zapadła decyzja, iż zostanie spacyfikowana największa wieś leżąca w pobliżu miejsca walki – tj. Krasowo-Częstki. Za zgodą i przy pomocy Schweigera, który prywatnie okazywał niechęć wobec hitlerowskiego reżimu, ks. Kaczyński udał się do rodzinnej wsi, aby ostrzec mieszkańców. Jego przestrogi spotkały się jednak z niedowierzaniem. Ludność była przekonana, że niemieckie represje mogą spaść co najwyżej na kolonię, w której rozegrała się potyczka. W słowa księdza nie uwierzyła nawet jego matka.

Sygnały ostrzegawcze dochodziły także z innych źródeł. Niemiec, który po rozpoczęciu hitlerowskiej okupacji przejął dwór Mazury nieopodal Jabłoni Kościelnej, zasugerował miejscowemu proboszczowi, że polska ludność zostanie ukarana za zabicie żandarmów.