Część świadków twierdziła, że pod wpływem alkoholu Turkmeni zaczęli zachowywać się w sposób agresywny i prowokacyjny, a nawet przystąpili do napastowania kobiet, które usługiwały im przy kolacji. Z tego powodu zdesperowana ludność miała jakoby zwrócić się o pomoc do polskich partyzantów. Znane są jednak także inne świadectwa, wskazujące, że żołnierze odnosili się do mieszkańców w sposób poprawny.

Tymczasem wieść o przybyciu Turkmenów szybko dotarła do partyzantów Armii Ludowej, którzy kwaterowali w pobliskiej Babiance. Dowódca Obwodu Lubelskiego AL Mieczysław Moczar ps. „Mietek” podjął decyzję o przeprowadzeniu wypadu na Jamy. Nie udało się ustalić, czy była to jego własna inicjatywa, czy też o przeprowadzeniu akcji zadecydowały rzekome prośby mieszkańców wsi. Atak poprzedziło rozpoznanie przeprowadzone w Jamach przez dwóch zwiadowców, z których jeden – Mikołaj Meluch ps. „Kolka” – był mieszkańcem wsi. Starcie rozpoczęło się 7 marca około godz. 23:00. Partyzanci zamierzali uderzyć jednocześnie na wszystkie pięć gospodarstw zajętych przez Turkmenów, czego nie udało się jednak wykonać z powodu czujności nieprzyjaciela. Utrata elementu zaskoczenia pozwoliła części Turkmenów wymknąć się z pułapki. Niemniej polski atak został uwieńczony powodzeniem.