To był jeden z najbardziej z utalentowanych polskich żołnierzy. Na palcach jednej ręki mogę policzyć ludzi takich jak on. Bardzo uczciwy i pryncypialny człowiek. Był świetnym i wymagającym metodologiem. Dzięki temu potrafił świetnie wyszkolić swoich podopiecznych. Kariera stała przed nim otworem. Jeśli popełnił samobójstwo, to była to zimna kalkulacja, że nie ma już innego wyjścia.
Mjr rez. Wojciech „Zachar” Zacharków, od pięciu lat jako emerytowany specjals wspomina swojego dowódcę:
Na czele formacji stanął wieloletni oficer jednostki GROM płk Sławomir Berdychowski „Czarny”. Wtedy wszystko się zmieniło, a w żołnierzy wstąpiła nowa energia. Mieliśmy pewność, że jesteśmy w dobrych rękach. Berdychowski urzeczywistnił wszystkie moje wyobrażenia o wojskach specjalnych. Dowódca był opanowany, kulturalny, nigdy nie podnosił głosu. Nie lubił piwa, alkohol go nie kręcił, był smakoszem kawy. Zawsze nonszalancki, szarmancki, uśmiechnięty, o każdej porze odbierał telefon, zawsze pomocny dla innych. Miał mocny kręgosłup moralno-polityczny. On się w politykę nie bawił. Dla niego najważniejsze było dobro jednostki. Nie miał tendencji do gwiazdorstwa. Szybko stał się dla nas wzorem. Wszystkie zadania wykonywaliśmy najlepiej jak potrafiliśmy, bo nie chcieliśmy go rozczarować. Warunkiem służby w Agacie było zdanie selekcji.