Byłem dobrze przygotowany i niczego się nie obawiałem. Ale ponieważ była to pierwsza selekcja do tej jednostki, myśleliśmy, że Berdychowski da nam fory, bo przecież nie wyrzuci z selekcji kadry jednostki. Myliliśmy się. Dowódca narzucił ostre tempo i nie popuścił nikomu. Jedna osoba sprawdzianu nie przeszła. W lutym 2016 nadeszła wiadomość o tragicznej śmierci pierwszego dowódcy JW Agat. To był cios. Odszedł człowiek, który w nas uwierzył i z regularnych pododdziałów stworzył komandosów. Przygotowywał mnie do prowadzenia ekstremalnego sprawdzianu w górach, przekazywał wartości, którymi się kierował i wpoił zasady obowiązujące w wojskach specjalnych. Czułem wewnętrzną potrzebę, by pamięć o płk. Berdychowskim trwała.

Mjr Zacharków, kiedy pułkownik opuścił JWA, dziękując za wspólną służbę, prowadząc rekonesans do kolejnej selekcji, wysłał byłemu dowódcy list z Bieszczadów z pozdrowieniami od kadry zabezpieczającej selekcję. W odpowiedzi otrzymał: