Roosevelt krytykował Ligę jako organizację reprezentującą interesy zbyt wielu państw. Radzieckiemu ministrowi spraw zagranicznych Wiaczesławowi Mołotowowi powiedział po agresji III Rzeczy na ZSRR, że „nie wyobraża sobie kolejnej Ligi Narodów ze stoma różnymi sygnatariuszami; było po prostu zbyt wiele państw do usatysfakcjonowania, to było złe i byłoby złe w przyszłości”. W roku 1941 Roosevelt zaproponował utworzenie nowego ciała międzynarodowego kierowanego przez „zarząd” wielkich mocarstw nadzorujących mniejsze kraje. We wrześniu 1941 roku pisał:
Departament Stanu, pod kierunkiem Roosevelta, zaczął kreślić projekt kształtu powojennej spadkobierczyni Ligi Narodów, gdy Stany Zjednoczone były jeszcze formalnie neutralne. Roosevelt był jednak przeciwny przedwczesnemu ogłaszaniu publicznie swych planów. Zdawał sobie sprawę, że społeczeństwo amerykańskie może projekt odrzucić, a ponadto nie chciał powtarzać wysiłków prezydenta Wilsona, który długo musiał przekonywać Senat do zaaprobowania wstąpienia USA do Ligi Narodów. W opublikowanej w sierpniu 1941 roku Karcie Atlantyckiej nie znalazła się nawet wzmianka o tym, że Stany Zjednoczone zamierzają po wojnie przystąpić do formowania nowego ciała o charakterze międzynarodowym. Jednak grudniowy atak na Pearl Harbor w zasadniczy sposób zmienił pozycję Roosevelta.