W mowie unikał zarówno przesadnej wzniosłości, jak i suchości stylu, nie posługiwał się ironią jak Sokrates, nie przemawiał też nazbyt uczenie jak perypatetycy. Mówił zdecydowanie, jak w natchnieniu, nie zagłębiał się w szczegóły, pragnąc zobowiązać wielu do przestrzegania tego, do czego sam się przekonał.
Z Antiochii udał się w podróż do Indii przez Babilon. W Niniwie spotkał Damisa, którego wezwał, by poszedł wraz z nim i ocalił od zapomnienia pamięć o nim. Damis spisywał odtąd wiernie wszystkie słowa Apolloniosa, a szydercom, którzy porównywali go do psa zbierającego odpadki z uczt, odpowiadał, że godzi się dbać, by nic się nie zmarnowało z uczty bogów. Skoro tylko przekroczył granicę babilońską, został natychmiast zaprowadzony do króla Wardanesa. Po drodze przepowiedział, że jego pobyt u króla potrwa rok i osiem miesięcy, co też się stało. Król przyjął Apolloniosa bardzo serdecznie i podejmował go jak umiał najlepiej. Apollonios poprosił, by mógł zamieszkać na mieście, a nie w pałacu, żeby nie czuć się skrępowanym przepychem mieszkania. W czasie, gdy król składał ofiary krwawe, oddawał się modlitwie, nie brał też udziału w królewskich polowaniach. Twierdził, że wstrzemięźliwość należy praktykować wszędzie, bo dla Greka, Grecja jest wszędzie.