Ministerstwo Spraw Zagranicznych podało, że plac An-Nahda znalazł się pod kontrolą sił bezpieczeństwa.
Według świadków wydarzeń, to co działo się w Kairze przerodziło się w „istne szaleństwo” oraz było „zbrodnią przeciwko ludności”. Siły bezpieczeństwa strzelały do protestujących, ci zaś obrzucali policjantów koktajlami Mołotowa i kamieniami. Do demonstrantów strzelano również z helikopterów. Wśród zastrzelonych znaleźli się kamerzysta Sky News Mick Deane oraz arabska dziennikarka, Habiba Ahmad Abd al-Aziz.
Po pacyfikacji na ziemi przed świątynią Rabi’a al-Adawijja ułożono setki ciał w białych całunach. Niektóre ciała według świadków były „poszatkowane, z odrąbanymi głowami i dłońmi”. Na wieść o masakrze w Kairze do kolejnych walk między zwolennikami i przeciwnikami Bractwa Muzułmańskiego doszło m.in. w Aleksandrii, Al-Minji, Asjucie, Fajumie i Suezie. W ich toku islamiści zaczęli także atakować koptyjskie kościoły. Organizacja Anti-Coup Alliance zrzeszająca zwolenników Muhammada Mursiego nawoływała do masowych demonstracji przeciwko nowej władzy. Z kolei rząd Egiptu wezwał ich, by „słuchali głosu rozsądku” i zaprzestali przemocy.