Na ulicy pojawili się już zaalarmowani funkcjonariusze Policji Państwowej. W tej sytuacji zamachowiec przeszedł na korytarz prowadzący do jednego z pokoi, aby tam czekać na policjantów. Z 1. piętra zaczął wtedy zbiegać z krzykiem wicekonsul Michaił Gołub, ale – kiedy zobaczył M. Łemyka z rewolwerem w ręku – powrócił na górę, upadł i doczołgał się do swojego pokoju, gdzie schował się pod łóżkiem. Mykoła Łemyk nie ścigał go jednak, gdyż myślał, że zastrzelił konsula. Po krótkim czasie pojawili się 2 polscy policjanci, którzy byli zmuszeni dostać się do budynku konsulatu przez okno. Kazali oni M. Łemykowi podnieść ręce do góry. Ten odrzucił rewolwer i bez oporu wykonał polecenie. Został wtedy zakuty w kajdanki i pod silną eskortą przewieziony do jednego z posterunków PP.