Pan Apolinary pracował dużo, czytał każdą rzecz ciekawszą, nawet francuskie romanse, jadał w restauracji u Frankfurta, później w „Erzeherzog Karl”, nie lubił mówić podczas obiadu, więc siadał najczęściej sam przy małym stoliku i stroił swoje grymasy, jak gdyby talerz był zwierciadłem w którym się przegląda [...] Z rodziną mało się pan Apolinary komunikował, synów kochał „z daleka” i mało o nich mówił, żył tylko w swoim Kole Polskim, a umiał tak chodzić koło posłów, że zawsze miał za sobą większość. Nie wdając się z posłami w żadne koleżeńskie zaszłości umiał utrzymać swą wobec nich powagę. Wieczorem szedł na partyjkę taroka czy wista do Herrencassino, gdzie miał już towarzystwo starszych kilku znajomych, z którymi grał nie dla wygranej, ale dla rozrywki. Skromny w przyzwyczajeniach, Jaworski nie miał dużo, ale też i mało wydawał, rządził się dobrze i o przejściach finansowych mowy u niego nie byłoKazimierz Chłędowski, Pamiętniki, t.2, oprac. Antoni Knot, Kraków 1957, s. 120-122.

Pochowany na Cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie.