Jej autor – emerytowany generał Otto von Knobelsdorff – twierdził, że Zimnowoda i Parzymiechy zostały podpalone, gdyż ich mieszkańcy (nie wyłączając kobiet) mieli podstępnie strzelać do niemieckich żołnierzy.
Masakra w Parzymiechach mały|Wieża kościoła śś. Piotra i Pawła w Parzymiechach Po wkroczeniu do Parzymiech niemieccy żołnierze zmusili ukrywających się mieszkańców do wyjścia z piwnic i domów, po czym wielu z nich wywieźli w różnych kierunkach. Blisko 10 osób zamknięto w domu nieopodal wsi Grabarze, po czym spalono żywcem. Drugą, większą grupę mieszkańców, zabrano do Kluczborka, a następnie wywieziono w głąb Rzeszy skąd internowani wrócili dopiero po kilku tygodniach. Niemcy zatrzymali także miejscowego proboszcza, ks. Bonawenturę Metlera, a wraz z nim ks. wikariusza Andrzeja Daneckiego i organistę Ignacego Sobczaka. Całą trójkę brutalnie skatowano, po czym zabrano do pobliskiego Jaworzna i tam rozstrzelano. Zbrodni dokonano w odwecie za rzekome ostrzelanie niemieckich żołnierzy z wieży kościoła w Parzymiechach.