Schmidt nakazano, by zachowywała się, jak gdyby nic się nie stało, poza tym że wyposażono ją w specjalny katalog z dwudziestoma dodatkowymi dziewczynami, który mogła pokazywać tylko szczególnym klientom i po wypowiedzeniu przez gościa hasła „Pochodzę z Rotenburga” zezwolić mu na wybór dziewczyny, która spędzi z nim całą noc. W sytuacji odwiedzin przez nazistowskich funkcjonariuszy popieranych przez Heydricha lub Heinricha Himmlera należało bezzwłocznie wyłączać mikrofony i aparaty.

W Salonie Kitty zatrudniano nie tylko prostytutki, ale również Niemki z wyższych sfer, które chciały służyć krajowi w ten sposób; „kobiety oraz dziewczęta inteligentne i wielojęzyczne, nimfomanki o poglądach nacjonalistycznych”Terry Crowdy, Historia szpiegostwa i agentury, s. 260.. Policja obyczajowa (niem. Sittenpolizei) aresztowała w Berlinie dziesiątki prostytutek, wybierając spośród nich 20 do pracy w Salonie Kitty. Przeszły one siedmiotygodniowe szkolenie i indoktrynację, m.in. w zakresie rozpoznawania mundurów i szarż wojskowych, a także zbierania informacji w trakcie błahych konwersacji.