Mieszkańcy okolic Magdalenki wspominali z kolei, że po rozstrzelaniu ostatnich skazańców pluton egzekucyjny odjeżdżał z miejsca kaźni ze śpiewem na ustach.
Przez pewien czas miejsce egzekucji podlegało uważnej obserwacji ze strony nieznanych osobników, prawdopodobnie agentów Gestapo. W ostatnich miesiącach 1942 roku (październik-grudzień) niektóre rodziny zamordowanych otrzymały z niemieckiej policji urzędowe zawiadomienia o śmierci swoich bliskich. Jako datę zgonu podawano w nich 28 maja 1942, zatajono jednakże jego przyczynę. Niemcom nie udało się jednak zachować zbrodni w tajemnicy. Natychmiast po odjeździe plutonu egzekucyjnego leśniczy Franciszek Stankiewicz odnalazł miejsce kaźni, które prymitywnie zamaskowano gałęziami brzozowymi, powtykanymi wprost w świeżo wykopaną ziemię. Inny pracownik służby leśnej, Wacław Lesicki, odgrzebał jedną z mogił i upewnił się, że kryje ona ciała ofiar egzekucji. Ponadto kilka dni później wiejskie dzieci zmierzające do kościoła w Magdalence znalazły koło duktu leśnego części ludzkiego ciała, m.in. rękę zawieszoną na krzaku. W rezultacie już 16 czerwca 1942 w konspiracyjnej „Informacji Bieżącej” (nr 22/47) zamieszczono dość szczegółową informację nt. egzekucji w Lesie Sękocińskim. Opublikowano wówczas m.in.