W niedługim czasie dom przy ul. Widzewskiej zostaje otoczony przez policję. Przebywający w środku bojowcy zaczynają ostrzał klatki schodowej, na którą próbowali dostać się funkcjonariusze. W budynku znajdują się cały czas inni mieszkańcy, a w samym mieszkaniu Brzezińskiego jego żona oraz dzieci. Wszyscy zostają jednak wypuszczeni przez anarchistów, co daje policji możliwość podpalenia budynku. Przed świtem zostaje on oblany naftą i podpalony. Mściciele jednak nie przerywają ostrzału, a w pewnym momencie z budynku wybiega osoba. Celując w stronę funkcjonariuszy oddaje strzały, ale zostaje szybko postrzelona. Okazało się, że był to jeden z anarchistów – Stefan Słabosz. Zmarł parę godzin później w szpitalu. Kiedy pytano się go, czemu zostawił swoich towarzyszy, miał odpowiedzieć: "Dłużewski pytał, czy który z nas pragnie uciekać, on bowiem do takiego życia nie ma po co wracać."

Podpalony budynek niemalże całkowicie spłonął. Po przeszukaniu przez policję zgliszczy, znaleziono trzy zwęglone ciała. Początkowo zakładano, że anarchiści popełnili samobójstwo, ale po szczegółowych badaniach zwłok stwierdzono, że spłonęli oni żywcem. Poza Edwardem Dłużewskim oraz Stefanem Słaboszem, tamtego dnia zginęli jeszcze Julian Jeszke oraz Edward Jach.