Ritzer posługuje się też określeniami takimi jak „świątynie konsumpcji” i „religia konsumencka” (określenia te, nawiasem mówiąc, były już wcześniej używane przez Williama Severiniego Kowinskiego – jednego z prekursorów rozważań nad kulturą konsumpcyjną), mocno w ten sposób oddziałując na wyobraźnię i ukierunkowując wartościowanie czytelnika. Ritzer wskazuje np. na taki sam rodzaj centralności w architekturze (układ nawy głównej i naw bocznych). Jednak wiele tradycyjnych miejsc występujących w krajobrazie miejskim czy wiejskim, takich jak na przykład targowiska, posiada cechy podobne do kościołów – dzięki temu są one po prostu czytelne i funkcjonalne. Ostatecznie zasadność użycia terminów nawiązujących do religii w miejsce terminów świeckich budzi szereg wątpliwości.
Ze strony lewicy Ritzer spotkał się z zarzutem, że nie docenił w pełni myśli Karola Marksa (na przykład koncepcji alienacji, reifikacji i przemysłu kulturowego) i nie doszukał się w kapitalizmie zasadniczej przyczyny makdonaldyzacji i narastającej proliferacji „niczego” na świecie.
Ostatecznie Ritzer nie podjął się też poszukiwań alternatywy dla współczesnej kultury konsumpcji. W swoich pracach nie eksploruje przyczyn, które mogłyby przyczynić się do przemian w przyszłości.