Jak na ironię zarzucono Ritzerowi, że sam wplątał się w procesy, które krytykował – wykreował na gruncie tradycyjnej myśli humanistycznej „McWebera” z Maxa Webera i stworzył zuchwałe opisy globalizacji, dające rozrywkę czytelnikom, ale nic konkretnie nie wnoszące. Zdaniem krytyków przedstawianie szeregu faktów, wywołuje jedynie iluzję naukowego dowodzenia tez.
Pracom Ritzera można postawić też zarzut pominięcia w swoich publikacjach samego człowieka przy jednoczesnej koncentracji na samych środkach konsumpcji. Ritzer nie opisuje kondycji współczesnego człowieka uwikłanego w pędzące zawrotnie koła konsumpcji. Zamiast tego snuje opisy lawinowo mnożących się miejsc umożliwiających nabywanie towarów czy usług i odhumanizowanych mechanizmów tychże miejsc.
Wątpliwości budzi też stosowana przez Ritzera terminologia. Chcąc zwrócić uwagę na powszechność konsumpcji. konsekwentnie pisze o różnych „środkach konsumpcji”, choć w zasadzie niektóre z nich są po prostu „miejscami” (np. biblioteki, szpitale, muzea, kościoły, uniwersytety), które jednak różnią się znacznie od tradycyjnych miejsc zakupów.