Dziewczyna nie wie, kim jest Cezar, każe mu więc schować się pod Sfinksem nim przyjdą Rzymianie, by ich zjeść. Cezar podchodzi do niej i śmieje się, myśląc, iż to, co widzi, to tylko sen. Kleopatra, nieco urażona jego kpinami, szczypie go w rękę na dowód, że nie śni. Cezar nie jest z tego zadowolony, tak jak i z tego, że młoda królowa nazywa miłym, starszym panem. Kleopatra wyjaśnia, że uciekła z pałacu, by nie być zjedzoną przez Rzymian. W tym celu zabrała świętego, białego kota i przyniosła go tu, by złożyć go w ofierze Sfinksowi, ale kota zawołał duży, czarny kot i biały uciekł. Kleopatra podejrzewa, że ten czarny kot mógł być duchem jej pra-pra-prababki. Cezar śmieje się z naiwności dziewczyny i pokazując jej się z profilu ujawnia jej, że jest Rzymianinem, lecz nie mówi, jak się nazywa - chce się bowiem zabawić kosztem nieco próżnej dziewczyny. Kleopatra błaga go o łaskę i pyta o Juliusza Cezara, na co jej rozmówca wyjaśnia, że Cezar jest groźny i straszny, ale pięknej kobiecie łatwo go będzie zwieść. Jeśli więc Kleopatra udowodni mu, że jest kobietą, a do tego królową, nic jej nie grozi. Jeśli jednak okaże się tylko głupiutkim dzieckiem pochodzącym od kotka, wówczas Cezar ją zje, bowiem on jada koty i dzieci. Kleopatra zgadza się poprowadzić swemu rozmówcy do pałacu, gdzie woła swoją opiekunkę, Ftatateetę.