Prywatne firmy tłoczyły swoje pocztówki z całkowitym pomijaniem praw autorskich, a pomimo tego były początkowo relatywnie drogie, bo w połowie lat 60. XX wieku kosztowały około 14–18 zł; niemniej ich cena zaczęła spadać w miarę wzrostu ich popularności i pod koniec lat 60. i w początkach 70. kosztowały od 2,50 zł (pocztówki legalnie wydawane przez wytwórnie płytowe) do 5 zł (pocztówki pirackie). W miejscowościach turystycznych można było nagrać w prymitywnych studiach w ten sposób pozdrowienia i wysłać je, jak normalną kartkę pocztową. Do odtwarzania pocztówek dźwiękowych używano początkowo gramofonów o nazwie Karolinka, a później Bambino produkowanych w Łodzi przez firmę Fonica, ale także odtwarzano je na wysokiej klasy gramofonach, które jednak były w tamtych czasach mało popularne – ze względu na cenę
Wojciech Mann wspomina: „Półśrodkiem były pocztówki dźwiękowe. Było to klasyczne piractwo, ale usprawiedliwiam je z uwagi na pożytki z niego płynące. Dzięki „prywaciarzom pocztówkowym” melomani mogli zaopatrywać się w substytut prawdziwych płyt gramofonowych z ulubionym repertuarem. Nieuświadomionym wyjaśniam, że pocztówki były nośnikiem podłej jakości dźwięku zapisanego na tworzywie pokrywającym widokówkę albo wizerunek pięknego kwiatu.