Drzwi do izdebek zatrzaśnięte były w średniowieczne kute zamki, o średniowiecznym pochodzeniu świadczyły również charakterystyczne krużganki wokół domów i ślady kominków, które ulegały wielokrotnym przeróbkom, zatracając swój historyczny wygląd, nie upodabniały się wcale do pieców budowanych w XX wieku. Ażeby wejść do takiej izby, należało głęboko się schylić, ponieważ zmurszałe ściany zapadnięte już były głęboko w ziemi. Segal, który w roku 1955 opisał dzielnicę wspominając jej mieszkańców spostrzega, że byli to ludzie wykazujący wprost filozoficzną pogardę dla spraw higieny i wygody oraz filozoficzną obojętność w znoszeniu nędzy. W ich domach nie było żadnych przedmiotów zbytku, nie znali najtańszych bodaj obrazów, nie czytywali gazet, nie znali świeckiej muzyki„Dzielnicę Berka Joselewicza odseparowało od świata wiele granic. Granicą była odmienność religijnych przesądów, odmienność obyczajów i ubiorów, kiepska znajomość polskiego języka, a co najważniejsze – ubóstwo. Do dzielnicy Berka Joselewicza odnosili się bogaci Żydzi z wyraźną niechęcią, tak jak do ubogiego krewniaka, który nie przynosi zaszczytu. Wspierali go czasem jałmużną, niezbyt hojną – ot tak, by słabeusza uchronić od śmierci, lecz nie na tyle by pozwolić mu żyć”. W pamięci dawnych mieszkańców najbardziej utkwiły obchody święta Sądnego Dnia.
Źródło i licencja
Fragment artykułu Wikipedia — Getto w Sanoku · historia autorów.
Tekst: CC BY-SA 4.0. Wydzielono fragment z dłuższego artykułu.