Niektórzy ludzie skorzystali z takiego „mostu” i zdołali wspiąć się po nim na ląd. Część z nich niosła liny ze statku, które pozwoliły innym bezpiecznie dostać się na brzeg. Kapitan Noble pozostał na swoim statku do ostatniej minuty. Następnie skoczył na brzeg i został uratowany przez jednego z pasażerów. Wkrótce po tym, "RMS Tayleur", wskutek nadal trwającego sztormu, został zmyty na głębsze wody i poszedł na dno. Po ogromnym statku pozostał jedynie wierzchołek masztu. Jeden z pasażerów, który przeżył, zawiadomił straż przybrzeżną na wyspie. Gdy dotarli oni do wraku, znaleźli ostatniego rozbitka - Williama Viversa. Wspiął się on na szczyt olinowania statku, na którym spędził ponad 14 godzin. William Vivers został uratowany przez strażników przybrzeżnych. Za ten ratunek, 2 marca 1854 roku, główny przewoźnik – George Finlay, został uhonorowany srebrnym medalem. Mimo tego uratowało się tylko 280 z 650 pasażerów. Po katastrofie, gazety zarzucały załodze i kapitanowi liczne zaniedbania, jakich się dopuścili. Jednak oficjalne śledztwo koronera, w sprawie przyczyny katastrofy "RMS Tayleur" oczyściły kapitana Noble'a z wszelkich zarzutów. Śledztwo wykazało, że wina leży po stronie właścicieli. Oskarżono ich o zaniedbania oraz o zgodę na wypłynięcie statku, pomimo braku odpowiednich kompasów.