Władze wojskowe były początkowo niechętne użyciu siły dla stłumienia rewolty, bowiem obawiały się wojny domowej w stolicy. Co więcej, wielu wysokich rangą oficerów sprzyjało rebeliantom i wzywało do dogadania się z nimi. Szczególnie sprzyjał rewolcie garnizon tokijski. Uczestnicy puczu mieli jednak również wielu przeciwników, zarówno w armii (ugrupowanie Tōsei-ha), jak i w marynarce wojennej (Saitō, Okada i Suzuki byli oficerami floty), która bezzwłocznie skierowała okręty do Zatoki Tokijskiej.

Jednak z najsilniejszym sprzeciwem rewolta spotkała się ze strony cesarza, którym wstrząsnęła informacja o zamordowaniu najbliższych doradców. Kiedy jego osobisty adiutant generał Shigeru Honjō (ongiś poplecznik założyciela Kōdō-ha Sadao Arakiego) poinformował go o rewolcie, Hirohito natychmiast rozkazał ją zdławić, nazywając uczestniczących w niej oficerów „buntownikami”. Honjō próbował ich bronić, na co cesarz odpowiedział: „Oddziały zostały pchnięte do akcji bez naszych rozkazów. Jakby się nie nazywali, to nie są nasi żołnierze”.