Już jego pierwsze pisma do RAD przyczyniły się do tego, że pod koniec kwietnia 1935 był przesłuchiwany przez Gestapo w Koszalinie. Na przesłuchaniu Gestapo wypytywało go: czy to rzeczywiście jest coś złego, gdy katolicy biorą udział w nabożeństwie ewangelickim. Kuratus Froehlich odpowiedział, że złem jest to, gdy katolikom nie stwarza się warunków do spełnienia obowiązku niedzielnego uczestnictwa we mszy św. Przez przymusowy udział w nabożeństwie ewangelickim nie mogą oni spełnić w pełni swojego religijnego obowiązku. Na kolejne pytanie, czy wykona on swoją groźbę i będzie wzywał do nieposłuszeństwa, ks. Froehlich odpowiedział: gdy zdarzyło się, że katolicy z obozu w Mielenku Drawskim zostali zmuszeni do uczestnictwa w nabożeństwie ewangelickim, to interweniowałem, odmawiając posłuszeństwa. W przypadku (Złocieńca) będę również tak czynił. Wypowiedzią tą wprowadził gestapowców w osłupienie, którzy z zakłopotaniem stwierdzili:Jako proboszcz ma pan do tego prawo. Przesłuchanie w siedzibie Gestapo nie przestraszyło go, ale od tego czasu był pod ścisłą ich obserwacją. W Drawsku Pomorskim znalazł również ks. Froehlich czas na otwartą polemikę z redaktorami prasy nazistowskiej: Der Stürmer i Das Schwarze Korps, broniąc duchownych katolickich przed zniesławieniami i bluźnierczym przedstawieniem Najświętszego Sakramentu.