Latem firma dostaje zlecenie wysłania wozów pod Wrocław. Sześciu kierowców wyjeżdża o poranku. Ostatnim w konwoju jest Kosewski za kierownicą zachowanego w dobrym stanie „dżemsa”. W trakcie podróży jego samochód psuje się, co reszta osób zauważa dopiero po chwili. Naradzając się co zrobić, kierowcy denerwują się i wątpią, żeby sam naprawił pojazd. Po pewnym czasie zjawia się Kosewski i opowiada o udanej naprawie pompy. Grupa dojeżdża do sołtysa wsi, gdzie zostają na noc. Przed snem Student rozmawia z innym kierowcą Stefanem Kamińskim, narzeka na ciężkie warunki pracy i złe traktowanie przez innych pracowników. Ten pociesza go i tłumaczy, aby był twardy i nie poddawał się.

Nadeszła zima. Pewnego dnia trzeba wysłać kogoś na długi, samotny kurs do Dzierżoniowa. Transport zostaje przypisany Kosewskiemu. W drodze powrotnej kierowca słyszy hałas dobiegający z wnętrza silnika. Nie chcąc go bardziej uszkodzić zatrzymuje pojazd. Po sprawdzeniu stwierdza, że nie może go naprawić i poczeka w środku do rana. Po kilku godzinach decyduje się naprawić zepsutą panewkę samemu.