W dzieciństwie nazywany był żartobliwie przez swojego opiekuna, z uwagi na zbieżność imion rodziców z osobami cara i carowej Rosji, „carewiczem Iwanem Dymitrowiczem”. Przezwisko to rozeszło się w pospólstwie, co przyniosło Janowi Łubie kłopoty. Rozpowszechniła się plotka głosić, że jest on cudownie ocalonym Iwanem Dymitrowiczem. Po kilkudziesięciu latach dotarła ona do Moskwy. W 1644 roku sprawą zainteresował się dwór carski i wysłał oficjalne poselstwo do Warszawy. Zażądano wydania Jana Łuby jako uzurpatora chcącego wywołać kolejne powstanie w Rosji.

Sprawą zainteresował się Senat Rzeczypospolitej Obojga Narodów, który – zamiast wyśmiać posłów rosyjskich – potraktował sprawę poważnie i zaczął działanie w obronie szlachcica. Jan Faustyn Łuba został sprowadzony do Warszawy i poddany wnikliwym badaniom wskazującym, że Rzeczpospolita jest niewinna i na jej terytorium nie ukrywa się potomek carowej Maryny Mniszchówny.