„Siła i władza będące substytutami zdrowego rozsądku są potworami. jakie nękają współczesny świat. Są duchami groźnej i przesądnej przeszłości. A polityka jest ich siostrą. Na przestrzeni czasu była ona zinstytucjonalizowanym zaprzeczeniem zdolności człowieka do wykorzystania jego własnych zdolności dla własnego przetrwania. Istnieje ona wyłącznie dzięki dobrom które w imię wątpliwych celów i tzw. zasad moralnych zdołała skraść kreatywnym i produktywnym ludziom.”
Twierdził, że politycy robią od czasu do czasu dobre rzeczy, ale dopiero wówczas gdy wszystkie wcześniej stosowane przez nich środki zawiodły.
W połowie lat 70. przeprowadził się wraz z żoną z Waszyngtonu do Zachodniej Wirginii, gdzie zamieszkał w zbudowanym przez siebie samowystarczalnym energetycznie domku jednorodzinnym i zaangażował się w programy dobroczynne. Pomagając biednym i pracując z dziećmi z murzyńskich gett zyskał sobie uznanie lokalnej społeczności. Tym samym zrealizował wszystkie swoje życiowe plany – być dobrym przyjacielem, kochankiem, sąsiadem.